Tadeusz Puszczewicz z jednym z obrazów z nowego cyklu Tadeusz Puszczewicz z jednym z obrazów z nowego cyklu

Tadeusz Puszczewicz z jednym z obrazów z nowego cyklu (© Krzysztof Suliga)

Masz zdjęcie do tego tematu?

Wyślij

Artysta z Koziegłów jest w trakcie tworzenia kolejnego cyklu

Z Tadeuszem Puszczewiczem, artystą malarzem z Koziegłów, właścicielem prywatnej galerii obrazów rozmawia Krzysztof Suliga

W pańskiej galerii powstaje nowy cykl obrazów. Proszę powiedzieć czego dotyczy.

Na ziemiach, które utraciliśmy po II wojnie światowej są tysiące hektarów i przeróżne zabytki: pałace, kościoły, a nawet chaty czy stodoły. Nikt tam tego nie szanuje. Kościoły są pozamieniane na sale tańca, magazyny, chlewy. Ja te rzeczy odtwarzam teraz na swych obrazach. Chcę zrobić z tego cyklu wystawę, opowiedzieć o nich, żeby ludzie wiedzieli, co tam ulega zniszczeniu. Jestem człowiekiem biednym. Nie mogę tam pojechać i zobaczyć tego na żywo, ale docieram do tego dzięki książkom, fotografiom, gazetom. Namalowałem z tego cyklu już dziewięć obrazów. Teraz przymierzam się do największego. Kościół, który na nim będzie jest od frontu niezbyt ładny, ale historia straszna. Napadli na niego Ukraińcy. Doszło tam do strasznego mordu. Ksiądz przestał odprawiać mszę dopiero, kiedy dostał trzecia kulę. Ocaleli tylko ci, którzy pouciekali na rusztowania.
Czy dopisuje pan do tych obrazów związane z nimi historie?
Kiedyś nie dopisywałem, ale teraz to robię, bo jest to w tych przypadkach bardzo istotne.

W galerii jest imponująca ilość namalowanych przez pana obrazów.

Malowałem już różne cykle: Koziegłówek, Jurę Krakowsko-Częstochowską, kapliczki. Obrazów jest tak wiele, że ledwie mieszczą się w galerii. Czasami przychodzą do niej grupy młodzieży liczące 30-40 osób.
W galerii młodzież gościła już niejednokrotnie. Jak wyglądają te spotkania ze sztuką i zarazem kulturą, historią? Kiedy już przychodzi do mnie młodzież, najpierw pokazuję jej galerię, opowiadam, a później mogą zadawać pytania. Na początku czują się skrępowani, ale później zadają bardzo mądre pytania. Muszę więc tak odpowiadać, żeby zainteresować kolejnych i sprowkować następne pytania. Kiedyś opowiadałem o konstrukcji wieży jasnogórskiej, że jest częściowo murowana, częściowo żelazna i jaka była kiedyś. Dziecko zapytało mnie, jak wyglądały wcześniej wieże. Sprowokowało mnie do namalowania ich, z datami, kiedy się paliły.

Ma pan 78 lat, ale nie brakuje panu energii. Odwiedza pan też dzieci i młodzież w szkołach ucząc ich podstaw rysunku czy malarstwa. Lubią o tym słuchać?

Jeżeli ktoś mnie zaprosi, chętnie przychodzę. Nic za to nie żądam. Dla mnie praca z młodzieżą jest satysfakcją. Wiemy co się mówi o historii, o kulturze. Całkowity zanik. To trzeba wskrzesić. Mamy niesamowicie zdolną młodzież. Tylko żeby ta zdolność poszła w odpowiednim kierunku.
Zaproszono mnie kiedyś do przedszkola. Pani się dziwiła, że jedną farbką można coś zrobić. Powiedziałem, że tak, i tylko jedną. Nie można dawać dzieciom kolorów, bo one się na tym nie znają. Popaćkają i są złe, że się im nie udaje. Trzeba najpierw delikatnie, później, dopiero kiedy podeschnie, przyciemnić. Ja to stopniowo pokazuję i te panie zaczynają rozumieć. A dzieci z zainteresowaniem na to patrzą.
W jednej ze szkół panie przyniosły mi farby i pędzle jakich nie posiadam, a to jest niepotrzebne.
Biorę tylko jedną farbę i delikatnie nią pokazuję. To bardzo trudna rzecz, by malować akwarelami wszystkimi kolorami bez podstaw. Lucjan Fałat powiedział, że akwarelami może malować ten, który latami się doskonalił.

Widzę, że ma pan, w przeciwieństwie do wielu innych, wiarę w naszą młodzież.

Mam. Jest ona bardzo zdolna, choć czasem bardzo kłopotliwa, ale trzeba tę zdolność wykorzystać i pokornie też do niej podchodzić. Słyszymy czasem, że sędzia kogoś oskarża o coś. My wszyscy jesteśmy temu winni. Do młodzieży trzeba podchodzić tak, jakby ojciec podchodził do swego dziecka. Z góry powiedzieć: młodzież jest nasza. Nie doprowadzamy do tego, że musimy się bać wyjść na ulice, bo młodzież nam szkodzi. To jest nasza wina. Jest czas, żeby tej młodzieży coś pokazać, bo jest ona tak gietka, że można ją do czegoś nakłonić, zachęcić, by mogła wybrać gdzie ma iść dalej. Zdaję sobie sprawę jaka to jest wielka trudność wyboru, kiedy ktoś ukończył gimnazjum. Mama, tata, babcia mówią, gdzie powinno się dalej iść uczyć. Ale kiedy młody człowiek wykształci sobie przez te lata swoją drogę, to jest szczęśliwa droga.

Czy ma pan jakąś receptę na niełatwą, niestety, pracę z młodzieżą.

Nauczyciele nie mogą pokazywać, że są zdenerwowani. Chociaż młodzież jest dzisiaj inna, niż była za moich czasów. Wtedy byliśmy pokorniejsi. Krzyczenie nic nie daje, bo wtedy młodzież chce postawić na swoim.

Wiadomości

Komentarze (0)

Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

Zaloguj się / Zarejestruj się!

Brak komentarzy. Możesz być pierwszy!